środa, 30 września 2015

Przesłanie Plejadan


Semjase
To assist and prepare all Earth humans to make the step-up, this “upliftment”, in spiritual awareness & consciousness to the 4th dimension as Earth is crossing the galactic equatorial plane - The Andromeda Council has committed many resources, trained people, ships, counselors, advisors in many areas of expertise, to help Earth people through the various stages of adjustment & growth. They will do this by mentoring, teaching and helping Earth humans to evolve emotionally, intellectually, physically, socially & most important spiritually. They will remind Earth people of the truth & reality of their own origin as sacred sparks of the Creator / of Creation... as free sovereign souls, free sovereign human beings. They will teach Earth people by example: they will use significant, specific acts of love and kindness, some seen & unseen, for the people of Earth... for their cousins, brothers and sisters on this tiny blue world. One example of a specific act of kindness is the number of twelve (12) Andromeda Council biospheres / ships they have committed. These ships will use their combined projected force fields to wrap & envelop planet Earth - to slow the pace of the changes to the planet as much as possible, and to help protect planet Earth, while they also minimize the adjustments, the vibrational cause and effects to this planet during its shift into becoming a 4th dimension world. They will share with, and remind, the people of Earth the most important, most powerful creative force in the Universe is: love. They will quietly visit Earth and introduce themselves, sharing what their lives are like, who they are, how they live, speaking directly with people on this planet from every walk of life. Very much a reintroduction of old friends and family.The planned geographic areas of the planet Earth that will be visited, in order of priority, are the following: Japan USA Canada Mexico Brazil Argentina UK France Germany Italy European Union Russia China South Korea Indonesia India Turkey Saudi Arabia South Africa Australia

wtorek, 25 sierpnia 2015

niedziela, 1 marca 2015

kręgi zbożowe i ufo


Wiltshire - UK

czwartek, 22 stycznia 2015

Przybysze z kosmosu


Nefilim

This is 100% the best UFO + Alien sighting ever! See for yourself! Location: Reutlingen "Ohmenhausen", Baden-Wuerttemberg, Germany

wtorek, 23 grudnia 2014

Ufo i zjawiska paranormalne

UFO nad Gettem Warszawskim w 1943. Z Archiwum Kazimierza Bzowskiego Była to wiosna, 9 kwietnia 1943 roku. Dzielnicę żydowską w Warszawie otaczać zaczynały samochody pełne uzbrojonych esesmanów oraz inne obcokrajowe formacje, o których obecnie przeważnie zapomina się opisując tamte dni. Dlaczego nie spotkałem w żadnym z opracowań o ostatnich dniach getta wzmianki o sąsiadach z za północnej dawnej polskiej granicy? Może dlatego by nie pogarszać stosunków z Litwą? Byli to bowiem znani z okrucieństw litewscy "szaulisi"(strzelcy) tym groźniejsi, że większość z nich mówiła dobrze po polsku. Ich mundury koloru zgniłej zieleni wyróżniały się czarnymi mankietami rękawów płaszczy i czarnymi kołnierzami. Pamiętam z tamtego nieludzkiego czasu, że tych s...synów trzeba było się bardziej pilnować niż rodowitych Niemców, którym wysługiwali się na każdym kroku. Polaków nienawidzili chyba jeszcze bardziej niż Żydów, których mieli pilnować. Mam - po tylu latach - przed oczami każdy szczegół ich umundurowania i uzbrojenia....pamiętam również polskich policjantów w ich granatowych mundurach, do których jednak Niemcy nie mieli zaufania domyślając się, że wielu z nich nie tylko lituje się nad skazanymi na śmierć Żydami zamkniętymi w getcie ale i w każdej formie stara się im pomagać.Dlatego też zatrudniano ich wyłącznie przy bramach wiodących do tej dzielnicy zawsze dodając im jako nadzorcę jakiegoś z "Schupo"(Schutz-Polizei, policji ochronnej), niemieckiego policjanta i zdarzało się, że starszy przodownik (starszy sierżant) Polak był nadzorowany przez szeregowca, ale Niemca... Zbliża się godzina wczesnego poranku. Obserwujemy z zewnątrz, z dzielnic "aryjskich", czyli po prostu z terenu Warszawy pobliże bram getta. Wewnątrz otoczonej dzielnicy ani żywej duszy. Mieszkańcy getta zdawali sobie sprawę, że nadchodzi to najgorsze. Wielu z nich wiedziało zresztą o tym, że nadejdzie to właśnie tego dnia i byli w pogotowiu. Członkowie żydowskiej organizacji bojowej mimo nielicznego i słabego uzbrojenia gotowi byli umrzeć, w walce, z bronią w ręku. Nie dać się zarzynać jak bezbronne barany. Czemu piszę o tym? Nie byłem przecież obrońcą getta, obserwowałem to wszystko z terenu Warszawy, z jej "aryjskiej" strony. Rzecz w tym, że wówczas jako osiemnastoletni młodzieniec, posiadający wrodzoną ,wręcz fotograficzną pamięć wzrokową ,wykonywałem zadania "zwiadowcy" w ramach AK co było szczególnie istotne przy rozpoznawaniu różnych rodzajów formacji wojskowych i policyjnych z większych odległości. Przeszedłem w tym kierunku specjalne przeszkolenie i to był jeden z kolejnych sprawdzianów moich umiejętności. Wraz z moim dowódcą, starszym wiekiem i stopniem kolegą penetrowaliśmy od rana, od momentu rozpoczęcia holocaustu, pobliże zewnętrznych murów otaczających getto, zapamiętując i nanosząc na plany dokładne miejsca ustawienia cięższej broni, zaznaczając ich kaliber, donośność, pole ostrzału itp. dane, przydatne przy jakimś ewentualnym ataku z zewnątrz - a jak się domyślaliśmy dane te mogły zostawać przekazywane i do wnętrza getta, do wiadomości jego obrońców.Towarzyszył mi kolega "Bruno", sierżant podchorąży ps. "Wąż", tym cenniejszy przy tego rodzaju zadaniach, że mówił po niemiecku jak rodowity berlińczyk. Po południu owego dnia musieliśmy się już oddalić z najbliższej okolicy murów otaczających getto od północy. Każdy ktokolwiek się tam pojawiał a nie był umundurowany był ostrzeliwany właśnie przez tych szaulisów, których Niemcy wysyłali na tereny narażone na ogień obrońców getta. Dzielnica płonęła, słyszeliśmy nieludzkie krzyki ludzi palonych żywcem, mury starych kamienic północnej dzielnicy zbliżonej do torów w pobliżu Dworca Gdańskiego i obecnych terenów Instytutów Chemicznych, w których wówczas mieściły się magazyny SS ,otoczone były kłębami dymu. Domy podpalane były ogniem miotaczy płomieni ,ostrzeliwane z kilku samochodów pancernych i granatników, które widzieliśmy stojąc teraz na szczycie wiaduktu nad torami Dworca Gdańskiego, po którym normalnie kursowały tramwaje łączące Warszawę z jej północną dzielnicą , Żoliborzem. Jednak w tramwajach tego pierwszego dnia walk w getcie było bardzo niewielu pasażerów. Razem z nami i koło nas stały grupki cywilnych Niemców i paru umundurowanych niemieckich kolejarzy robiących ze śmiechem zdjęcia w stronę walczącej dzielnicy i zabawiających się niewybrednymi, chamskimi żartami z jej obrońców. Tu przydała się znajomość języka niemieckiego mojego dowódcy. Dołączył się do tego chóru i bezczelnie pożyczył od któregoś z umundurowanych Niemców trzymaną przez niego wojskową lornetkę Zeissa. Teraz obaj popatrywaliśmy w tamtą stronę, z odległości około kilometra precyzyjnie namierzając lornetką z wewnętrzną podziałką dziesiętną parametry dział samobieżnych, które nadjeżdżały ku kościołowi św. Jana Bożego przy wylocie ulicy Bonifraterskiej , stanowiącej północno-wschodnią granicę getta Było około godziny piątej po południu i kilkanaście minut po wypożyczeniu lornetki, gdy nad mury i domy płonącej dzielnicy od strony zachodniej, od cmentarza powązkowskiego zaczęło nadlatywać coś dziwnego. Była to kula o ostrych konturach, wewnątrz której widać było wyraźnie mieszające się ze sobą i przeplatające się palczasto-zaokrąglone pasy dwóch ostro widocznych barw : malinowej i ciemno-zielono-niebieskiej, tak zwanej "pawiej".Kula poruszała się ruchem falistym, podwyższając lekko i obniżając swój lot. Mając już wyrobione , rutynowe nawyki obserwacyjne określiliśmy obaj jej prędkość na porównywalną z niemieckim samolotem zwiadowczym typu Fieseler Storch, to jest około 80 do 100 km w powolnym locie nisko nad ziemią. Przez lornetkę widać było pojedyńcze okna górnych pięter płonących domów. Kula miała średnicę "czterech okien w starym budownictwie", zaś wysokość lotu kuli nad domami określiliśmy jako "trzy kamienice nad kamienicą". Przeciętna wysokość tych starych domów to cztery piętra plus parter, daje to około dwudziestu metrów, a zatem kula była nie wyżej niż sześdziesiąt metrów nad domami i miała około ośmiu metrów średnicy. Tu przydała się podziałka kątowa w wypożyczonej niemieckiej lornetce ; biorąc pod uwagę te parametry lotu , nieco później obliczyliśmy, iż "obiekt " był od nas oddalony w poziomie o około tysiąc sześćset metrów.Niemcy i szaulisi strzelający ku oknom budynków , w których czasami się ktoś pojawiał, przeważnie nie żaden obrońca a tylko ktoś usiłujący się ratować z ognia, prawie jednocześnie na chwilę przerwali ogień - gdy kula wynurzyła się zza ściany dymów i nadleciała nad ich stanowiska u wylotu ulicy Bonifraterskiej, w pobliże dolnej południowej części wiaduktu nad torami kolejowymi., nad miejsce dobrze widziane zarówno przez nas jak i przez tych przygodnych widzów z "rasy panów", którzy zresztą w tym momencie przypomnieli sobie o lornetce i zabrali ją "Brunowi".. Ale my już zdążyliśmy za pomocą tego niemieckiego sprzętu wykonać pracę zwiadowczą przeciwko ich samym...Tam na sekundę zatrzymała się nieruchomo po czym wzbiła się prawie pionowo wzwyż niknąc na wysokościach z niewiarygodną prędkością. Tu nasze wprawione do obserwacji oczy zauważyły szczegół tego lotu, który przez dziesiątki lat nie miał nie tylko żadnego znaczenia ale i był niewyjaśniony...pozornie nawet nielogiczny. Otóż kula nadleciała od zachodu ale po sekundowym zatrzymaniu się, ulatując wzwyż odchyliła tor swojego lotu o kilka-kilkanaście stopni kątowych ku zachodowi, jakby z powrotem w stronę skąd przybyła...O tym czym ona była, dlaczego pojawiła się właśnie w tym czasie i co znaczyło to odchylenie lotu ku zachodowi dowiedziałem się z badań nad UFO i "Siecią Wilka" dopiero czterdzieści lat później. My sami wówczas podejrzewaliśmy, że może to być jakiś niezwykły obiekt latający, ale z pewnością nie - niemiecki , skoro właśnie oni tak do niego strzelali. Nie wyglądało to jednak na coś skonstruowanego przez obrońców getta, prędzej na jakiś "aparat zwiadowczy" jednej ze stron biorących udział w wojnie. Skąd mogłem wówczas wiedzieć, że po raz pierwszy w życiu dane mi było oglądać to, co w kilkanaście lat później zostanie nazwane mianem UFO ?

czwartek, 18 grudnia 2014

środa, 17 grudnia 2014

Kosmici


Są, czy ich nie ma... ?